Spostrzeżenia dotyczące filozofii, religii, muzyki, filmu, literatury, polityki i świata w ogólności.
poniedziałek, 12 marca 2012
Najgorszym grzechem ludzi jest to, że BIORĄ ŚWIAT TAKI, JAKI JEST.
Człowiek rodzi się w określonym miejscu, w określonym czasie, w określonym środowisku. Rozgląda się kilometr naokoło i po pewnym czasie dochodzi do wniosku, że świat jest taki, jaki ten kilometrowy wycinek wokół niego. Jego myślenie jest pozbawione refleksji i nie potrafi się zdystansować do tej swojej "małej rzeczywistości". W związku z tym przyjmuje bezkrytycznie postawę taką, jaką mają ludzie wokół niego. Nie potrafi sobie zdać sprawy z tego, że świat był, jest, może być i będzie innym niż jest w tej chwili. Szczególnie relewantny jest brak wiary to, że może być inaczej niż jest.
Ta bezkrytyczna postawa sprawia, że człowiek, jak pisałem w poprzednim poście jest tylko chorągiewką pchaną przez wiatr trendów. Jego poglądy są wypadkową poglądów danej epoki, a słowo wypadkowa ma tu istotne znaczenie, gdyż poglądy radykalne są niepopularne i najbezpieczniej jest stać w centrum, nie wychylać się zbytnio. Już Arystoteles chwalił "złoty środek"...
Przedstawiony na początku kilometrowy wycinek to coś więcej niż wyolbrzymiony przykład. Możemy to zauważyć w przypadku "niebezpiecznych dzielnic" z patologicznymi rodzinami i wysoką przestępczością. Urodzony w takiej społeczności nie zdaje sobie sprawy, że istnieje (albo chociaż może istnieć) jakaś alternatywa. Ma to ogromne znaczenie dla etyki, gdyż de facto miejsca takie tworzą enklawy, samodefinujące na swoje potrzeby podstawowe pojęcia moralne.
W związku z powyższym, jeżeli tym, z czego ludzkość ma być dumna, co stanowi podstawę cywilizacji i czynnik jej rozwoju, argument za podziałem cywilizacji na wyższe i niższe, pierwotne i rozwinięte jest kultura
to TREŚĆIĄ I PRZEDMIOTEM KULTURY JEST TRANSGRESJA, czyli przekraczanie granic.
Zdając sobie sprawę, że na kulturę również mogą składać się elementy stałe jak tradycja uważam, że czynnik dynamiczny, jakim jest transgresja jest czynnikiem postępowym, rozwojowym. Gdyby nie ludzie i ich czyny przekraczające granice, człowiek nie zeskoczyłby w końcu z drzewa. Jako, że nie jestem do końca przekonany o tym, że o naszym rozwoju decyduje przede wszystkim postęp technologiczny to jako konsekwencję transgresji podam również rozwój intelektualny, artystyczny i przede wszystkim moralny (pytanie tylko, czy możemy taki rozwój zaobserwować?). Archetyp takiej transgresji stanowi postać Prometeusza, który przekroczył granicę - ukradł ogień, który był przywilejem bogów i dał go ludziom. Niech Prometeusz będzie zatem typ, który zapoczątkował czyn heroiczny, który przyniósł profit całej ludzkości.
Kolejną kwestią jest to, że choćby działanie transgresywne nie miało z punktu widzenia przyszłych zdarzeń żadnej znaczenia, tzn. treść tej działalności nie odcisnęła się w treści przyszłej kultury to bogactwo naszego wspólnego ducha ludzkości, czy pojedynczego narodu lub nawet mniejszej grupy stanowi różnorodność i czasem nieistotne działanie może być nawozem dla wzrostu przyszłych idei.
Nie możemy również zapomnieć o tym, że tacy ludzie mogą i powinni stanowić wzór dla wszystkich.
Podstawę naszego człowieczego istnienia stanowi pewnego rodzaju paradoks. Z jednej strony człowiek żyjąc wspólnie z innym człowiekiem prędzej, czy później skonfliktuje się z nim i życie we wspólnocie z różnych punktów widzenia, zarówno wyznając pewne wartości, jak i będąc nastawionym tylko na zaspokojenie swoich potrzeb jest skazane na niepowodzenie. Z drugiej - człowiek jest zwierzęciem stadnym i jako odizolowane indywiduum żyć nie może. To uzależnienie od drugiego człowieka jest wieloaspektowe - biologiczne, psychologiczne, czy nawet ekonomiczne.
Natura stworzyła nas jako zwierzęta; bardziej inteligentne, ale jednak ciągle zwierzęta. Zawsze dziwił mnie naukowy podział organizmów na m.in. rośliny, zwierzęta i ludzi. Nie wchodząc w zagadnienia szczegółowe nie znajduję argumentu na tak radykalne oddzielenie ludzi od zwierząt, zwłaszcza, że odróżniające nas cechy (które stanowić mają o naszej dumie nakazującej wywyższyć się ponad zwierzęta) są cechami psychologicznymi, etycznymi i jeśli biologię będziemy rozumieli wąsko to na jej gruncie od zwierząt różnimy się nieistotnie. Tak samo jak one oddychamy, odżywamy, rośniemy, rozmnażamy się a podobieństwo z naszymi najbliższymi "krewnymi", czyli małpami jest zaskakujące. Co więcej jeśli jedynym argumentem na rzecz tego podziału jest zaawansowanie rozwojowe to przecież równie niesprawiedliwym byłoby włożenie do tego samego wora ślimaków i małp, rzecz jasna niesprawiedliwym w mniemaniu tych drugich.
I właśnie to podobieństwo sprawia, że łatwiej zauważyć, że tak jak na zwierzęta i tak i na nas działają te same prawa natury.
Człowiek jako zwierzę stadne ma w swoich genach zapisane zadania pierwotne, o których już coraz mniej się myśli, ze względu na to, że w XXI wieku homo sapiens uczestniczy już częściej w kulturze, jako wyższym szczeblu w hierarchii potrzeb i nie musi się martwić o zaspokojenie rudymentarnych potrzeb takich jak bezpieczeństwo, czy zaspokojenie głodu. Głęboko w nas jest również zapisane podstawowe prawo rządzące działaniami każdej żywej istoty przez które jest determinowana - chęć przetrwania (z tym znów łączy się spłodzenie potomstwa, czyli przedłużenie gatunku). Z tych rozważań wynika, że człowiek przede wszystkim dąży do zachowania swojego istnienia - unika sytuacji niebezpiecznych i szuka sprzyjających warunków do zwiększenia populacji - słowem, człowiek jest urodzonym konformistą.
Z tak naszkicowanego portretu wyłania nam się obraz człowieka-troglodyty, lecz nawet najbardziej mizantropijny światopogląd zauważa pewne godne uwagi i podziwu przejawy działania człowieka.
W XXI wieku człowiek w zasadzie jest oddalony on natury i w rzeczy samej uniezależnił się od niej w istotnym stopniu. Uniezależnił się w pewnym sensie również od innego człowieka a przynajmniej w dzisiejszych czasach (w pewnym sensie, stwierdzam to tylko na potrzeby niniejszego wywodu) można łatwiej żyć będąc odizolowanym od innych. To wszystko sprawia, przynajmniej teoretycznie można łatwiej pozbyć się pierwotnego konformizmu.
A dlaczego to takie ważne, abstrahując od tego, że nonkonformizm może i jest wartością samą w sobie?
Dlatego, że CZŁOWIEK JEST COŚ WART TYLKO JAKO INDYWIDUUM, tylko jako oddzielna jednostka.
Tylko w samotności człowiek jest niezależny i nie podlega wpływowi otoczenia, nie podlega owczemu pędowi. W zbiorowości ludzkiej wszyscy ludzie są tacy sami, nic ich nie różni. Jeżeli człowiek jest jakąś indywidualnością to wyłącznie sam. Najznamienitsze idee, pomysły, myśli powstają w głowie pojedynczego człowieka i dopiero, kiedy człowiek je uzewnętrznia to podlegają filtrowaniu.
Ludzie to małe chorągiewki popychane przez wiatr historii. Rodząc się w zbiorowości jesteśmy niesieni przez nurt trendu, który w danej zbiorowości panuje. Tylko jednostka w samotności, w oderwaniu od tłumu jest godna uwagi i zdolna do tworzenia i istnienia na wyższym poziomie, do tworzenia rzeczywistości wokół niej a nie tylko do biernego odbierania jej.
Natura stworzyła nas jako zwierzęta; bardziej inteligentne, ale jednak ciągle zwierzęta. Zawsze dziwił mnie naukowy podział organizmów na m.in. rośliny, zwierzęta i ludzi. Nie wchodząc w zagadnienia szczegółowe nie znajduję argumentu na tak radykalne oddzielenie ludzi od zwierząt, zwłaszcza, że odróżniające nas cechy (które stanowić mają o naszej dumie nakazującej wywyższyć się ponad zwierzęta) są cechami psychologicznymi, etycznymi i jeśli biologię będziemy rozumieli wąsko to na jej gruncie od zwierząt różnimy się nieistotnie. Tak samo jak one oddychamy, odżywamy, rośniemy, rozmnażamy się a podobieństwo z naszymi najbliższymi "krewnymi", czyli małpami jest zaskakujące. Co więcej jeśli jedynym argumentem na rzecz tego podziału jest zaawansowanie rozwojowe to przecież równie niesprawiedliwym byłoby włożenie do tego samego wora ślimaków i małp, rzecz jasna niesprawiedliwym w mniemaniu tych drugich.
I właśnie to podobieństwo sprawia, że łatwiej zauważyć, że tak jak na zwierzęta i tak i na nas działają te same prawa natury.
Człowiek jako zwierzę stadne ma w swoich genach zapisane zadania pierwotne, o których już coraz mniej się myśli, ze względu na to, że w XXI wieku homo sapiens uczestniczy już częściej w kulturze, jako wyższym szczeblu w hierarchii potrzeb i nie musi się martwić o zaspokojenie rudymentarnych potrzeb takich jak bezpieczeństwo, czy zaspokojenie głodu. Głęboko w nas jest również zapisane podstawowe prawo rządzące działaniami każdej żywej istoty przez które jest determinowana - chęć przetrwania (z tym znów łączy się spłodzenie potomstwa, czyli przedłużenie gatunku). Z tych rozważań wynika, że człowiek przede wszystkim dąży do zachowania swojego istnienia - unika sytuacji niebezpiecznych i szuka sprzyjających warunków do zwiększenia populacji - słowem, człowiek jest urodzonym konformistą.
Z tak naszkicowanego portretu wyłania nam się obraz człowieka-troglodyty, lecz nawet najbardziej mizantropijny światopogląd zauważa pewne godne uwagi i podziwu przejawy działania człowieka.
W XXI wieku człowiek w zasadzie jest oddalony on natury i w rzeczy samej uniezależnił się od niej w istotnym stopniu. Uniezależnił się w pewnym sensie również od innego człowieka a przynajmniej w dzisiejszych czasach (w pewnym sensie, stwierdzam to tylko na potrzeby niniejszego wywodu) można łatwiej żyć będąc odizolowanym od innych. To wszystko sprawia, przynajmniej teoretycznie można łatwiej pozbyć się pierwotnego konformizmu.
A dlaczego to takie ważne, abstrahując od tego, że nonkonformizm może i jest wartością samą w sobie?
Dlatego, że CZŁOWIEK JEST COŚ WART TYLKO JAKO INDYWIDUUM, tylko jako oddzielna jednostka.
Tylko w samotności człowiek jest niezależny i nie podlega wpływowi otoczenia, nie podlega owczemu pędowi. W zbiorowości ludzkiej wszyscy ludzie są tacy sami, nic ich nie różni. Jeżeli człowiek jest jakąś indywidualnością to wyłącznie sam. Najznamienitsze idee, pomysły, myśli powstają w głowie pojedynczego człowieka i dopiero, kiedy człowiek je uzewnętrznia to podlegają filtrowaniu.
Ludzie to małe chorągiewki popychane przez wiatr historii. Rodząc się w zbiorowości jesteśmy niesieni przez nurt trendu, który w danej zbiorowości panuje. Tylko jednostka w samotności, w oderwaniu od tłumu jest godna uwagi i zdolna do tworzenia i istnienia na wyższym poziomie, do tworzenia rzeczywistości wokół niej a nie tylko do biernego odbierania jej.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Tadeusz Miciński - Notka biograficzna
Tadeusz Miciński
Poeta, dramaturg, prozaik, publicysta, urodzony 9 listopada 1873 w Łodzi, zginął w lutym 1918 pod Czertykowem (Białoruś).
Studiował historię w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim (1893-95) oraz filozofię w Lipsku (1895) i Berlinie (1896). W czasach studenckich należał do radykalnych organizacji młodzieżowych. Podczas pobytu w Berlinie poznał Stanisława Przybyszewskiego, z którym rozczytywali się w tych samych pracach z zakresu demonologii i satanizmu. Poznał także Wincentego Lutosławskiego, który umożliwił mu pobyt w Hiszpanii (1897-98), gdzie Miciński zainteresował się mistyką hiszpańską i polską, towiańszczyzną, filozofią Platona i Nietzschego oraz hiszpańskim malarstwem (zwłaszcza Francisco Goyą) i dramatem (głównie Calderonem). Po powrocie do Polski zamieszkał w Warszawie, często jednak podróżując. Przebywał m.in. w Homlu, Krakowie, Petersburgu i Moskwie (gdzie nawiązał kontakty z rosyjskim Bractwem Pracy, wspólnotą religijną zbliżoną ideowo do tołstoistów). Odwiedził również Hellerau pod Dreznem, gdzie zapoznał się z doświadczeniami tamtejszego teatru i Instytutu Jaquesa Delcrose'a oraz zwiedził wzorcowe osiedla robotnicze. Swoje utwory publikował w "Chimerze" (1901-1907) oraz "Krytyce" (1901-1914).
Podczas częstych pobytów w Zakopanem (1904-1906) nawiązał kontakt z Witkacym i jego otoczeniem. Głosił idee panslawistyczne i antygermańskie. Podczas wojny bałkańskiej wyjechał do Sofii jako korespondent tygodnika "Świat" (1912/1913), uczestniczył także w zjeździe sokolstwa w Pradze (1912) oraz w zwołanym z inicjatywy Piłsudskiego zjeździe działaczy niepodległościowych w Zakopanem (1912). Przed pierwszą wojną światową wygłaszał liczne odczyty na terenie Galicji. Po jej wybuchu, w latach 1915-1918, przebywał w Moskwie i Petersburgu oraz na Białorusi. Brał udział w życiu polskiej koloni artystycznej skupionej wokół S. Jaracza i Witkacego. Działał w Kole Literacko-Artystycznym Domu Polskiego w Moskwie, oraz jako oficer oświatowy w korpusie J. Dowbora-Muśnieckiego. Współpracował z wychodzącą w Moskwie "Gazetą Polską" oraz czasopismami "Russkoje Słowo" i "Russkoje wiedomosti", nawiązał kontakt z Konstantynem Stanisławskim. Żywo reagował na wydarzenia rewolucyjne, entuzjastycznie przyjął wybuch rewolucji lutowej, przeciwstawiał się rewolucji październikowej. W drodze powrotnej do kraju został zabity przez chłopów w celach rabunkowych, jego grób znajduje się w osadzie Małe Małynicze pod Czerykowem.
Debiutował w 1986 roku w "Ateneum" poematem ŁAZARZE o losach artysty-nędzarza; w tym samym roku wystawiono jego dramat naturalistyczny MARCIN ŁUBA napisany wspólnie z Ignacym Maciejowskim-Sewerem.
W 1902 ukazał się jego zbiór poezji W MROKU GWIAZD, który wraz z utworami zamieszczonymi w powieści NIETOTA stanowi główny zrąb twórczości poetyckiej Micińskiego. Poezja ta, przyjęta ze sporym entuzjazmem przez krytykę, przekracza granice konwencji młodopolskiej, podążając w kierunku oryginalnego ujęcia symbolizmu, a nawet ku elementom nadrealistycznym. Cechują ją niezwykłe skojarzenia i brak związku między kolejnymi obrazami. Liczne utwory budowane są jako sekwencje obrazów mających na celu unaocznienie niezwykłych i skomplikowanych doznań psychicznych, przynoszą motywy marzenia sennego w nowoczesnym ujęciu, zawierają charakterystyczne zespolenie mistyki, sadyzmu i erotyzmu (cykl IN LOCO TORMENTORUM).
Szczególnie dużo nadziei wiązał Miciński z dramatami, o których inscenizacje nieskutecznie zabiegał, stając do konkursów dramaturgicznych, nieustannie poprawiając i przerabiając teksty, pertraktując z teatrami i inscenizatorami. Jego twórczość dramaturgiczna jest wyrazem tendencji ekspresjonistycznych. Od poetyki marzenia sennego (NOC RABINOWA) dochodzi do formuły teatru będącego misterium filozoficzno-społecznym. Pojmował świat w duchu koncepcji manichejskich jako cykliczną i nierozstrzygalną walkę dobra ze złem, w której Lucyfer jest aspektem bądź tragiczną emanacją Boga. Przedstawiał tę problematykę zarówno w duchu uniwersalistycznym, opowiadając się za duchowym doskonaleniem świata, jak i w duchu narodowym i społecznym. Wprowadzał wątki mesjanistyczne i panslawistyczne, posługiwał się symbolem, alegorią i groteską polityczną, mieszał sceny realne i fantastyczne, tragiczne i groteskowe (KNIAŹ PATIOMKIN), stosował technikę snu i teatralizował podświadome stany umysłu (BAZYLISSA TEOFANU, TERMOPILE POLSKIE). Wpisana w formę dramatów myśl teatralna zbliża Micińskiego do reformatorów teatru, takich jak G. Craig, zaś w Polsce Wyspiański, a później Witkacy.
Wysoce oryginalne pomysły teatralne Micińskiego zrealizowano dopiero po latach. Wydarzeniem stała się warszawska inscenizacja KNIAZIA PATIOMKINA w reżyserii Leona Schillera i z muzyką Karola Szymanowskiego (1925); wywarła ona duży wpływ na ówczesne życie teatralne, dała pretekst do licznych pochwalnych wypowiedzi krytycznych (m.in. Żeromskiego i Witkacego), podkreślających dużą wartość nowatorstwa formalnego dramatu.
Po II wojnie ważnymi wydarzeniami były prapremiery sztuk W MROKACH ZŁOTEGO PAŁACU, CZYLI BAZYLISSA TEOFANU (Poznań 1967) i TERMOPILE POLSKIE opracowane na podstawie autografu oraz rozproszonych fragmentów (Gdańsk 1970).
Powieści Micińskiego, takie jak NIETOTA (1910) czy XIĄDZ FAUST (1913), również noszą cechy nowatorstwa, zawierają cechy eksperymentu, angażują ekspresjonistyczne i symboliczne środki wyrazu. Autor wprowadza w nich syntezę historiozoficzną, posługuje się mitami, symbolami i przypowieścią. Przedstawia metafizyczny dramat człowieka, głosi konieczność wewnętrznej przemiany i hasło wolności, zarówno jednostki, jak narodu oraz świata. Powieści te zawierały także elementy katastroficzne, bliskie literaturze międzywojennej.
Micińskiego otaczała legenda, której powstawaniu sprzyjała niezwykła powierzchowność i osobowość poety, który pozował na maga i "czciciela tajemnic". Został on ośmieszony w WYZWOLENIU Wyspiańskiego, który nie darzył go sympatią (Samotnik, Maska 5), a także sportretowany przez Witkiewicza jako postać Maga Childeryka w powieści 622 UPADKI BUNGA.
Twórczość Micińskiego cieszyła się popularnością nie tylko za życia. Po I wojnie obrali go sobie za patrona ekspresjoniści skupieni wokół "Zdroju", pozytywnie o jego twórczości wypowiadali się czołowi twórcy (Witkacy napisał: "Jeden Miciński wykazuje ten rzut, raczej tygrysi skok w przyszłość nowej sztuki całego świata"). Po II wojnie Miciński cieszy się cały czas zainteresowaniem badaczy; do dziś uważany jest za jednego z najciekawszych i najoryginalniejszych twórców swojej epoki.
Autor tekstu: Bartłomiej Szleszyński; źródło: culture.pl
Studiował historię w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim (1893-95) oraz filozofię w Lipsku (1895) i Berlinie (1896). W czasach studenckich należał do radykalnych organizacji młodzieżowych. Podczas pobytu w Berlinie poznał Stanisława Przybyszewskiego, z którym rozczytywali się w tych samych pracach z zakresu demonologii i satanizmu. Poznał także Wincentego Lutosławskiego, który umożliwił mu pobyt w Hiszpanii (1897-98), gdzie Miciński zainteresował się mistyką hiszpańską i polską, towiańszczyzną, filozofią Platona i Nietzschego oraz hiszpańskim malarstwem (zwłaszcza Francisco Goyą) i dramatem (głównie Calderonem). Po powrocie do Polski zamieszkał w Warszawie, często jednak podróżując. Przebywał m.in. w Homlu, Krakowie, Petersburgu i Moskwie (gdzie nawiązał kontakty z rosyjskim Bractwem Pracy, wspólnotą religijną zbliżoną ideowo do tołstoistów). Odwiedził również Hellerau pod Dreznem, gdzie zapoznał się z doświadczeniami tamtejszego teatru i Instytutu Jaquesa Delcrose'a oraz zwiedził wzorcowe osiedla robotnicze. Swoje utwory publikował w "Chimerze" (1901-1907) oraz "Krytyce" (1901-1914).
Podczas częstych pobytów w Zakopanem (1904-1906) nawiązał kontakt z Witkacym i jego otoczeniem. Głosił idee panslawistyczne i antygermańskie. Podczas wojny bałkańskiej wyjechał do Sofii jako korespondent tygodnika "Świat" (1912/1913), uczestniczył także w zjeździe sokolstwa w Pradze (1912) oraz w zwołanym z inicjatywy Piłsudskiego zjeździe działaczy niepodległościowych w Zakopanem (1912). Przed pierwszą wojną światową wygłaszał liczne odczyty na terenie Galicji. Po jej wybuchu, w latach 1915-1918, przebywał w Moskwie i Petersburgu oraz na Białorusi. Brał udział w życiu polskiej koloni artystycznej skupionej wokół S. Jaracza i Witkacego. Działał w Kole Literacko-Artystycznym Domu Polskiego w Moskwie, oraz jako oficer oświatowy w korpusie J. Dowbora-Muśnieckiego. Współpracował z wychodzącą w Moskwie "Gazetą Polską" oraz czasopismami "Russkoje Słowo" i "Russkoje wiedomosti", nawiązał kontakt z Konstantynem Stanisławskim. Żywo reagował na wydarzenia rewolucyjne, entuzjastycznie przyjął wybuch rewolucji lutowej, przeciwstawiał się rewolucji październikowej. W drodze powrotnej do kraju został zabity przez chłopów w celach rabunkowych, jego grób znajduje się w osadzie Małe Małynicze pod Czerykowem.
Debiutował w 1986 roku w "Ateneum" poematem ŁAZARZE o losach artysty-nędzarza; w tym samym roku wystawiono jego dramat naturalistyczny MARCIN ŁUBA napisany wspólnie z Ignacym Maciejowskim-Sewerem.
W 1902 ukazał się jego zbiór poezji W MROKU GWIAZD, który wraz z utworami zamieszczonymi w powieści NIETOTA stanowi główny zrąb twórczości poetyckiej Micińskiego. Poezja ta, przyjęta ze sporym entuzjazmem przez krytykę, przekracza granice konwencji młodopolskiej, podążając w kierunku oryginalnego ujęcia symbolizmu, a nawet ku elementom nadrealistycznym. Cechują ją niezwykłe skojarzenia i brak związku między kolejnymi obrazami. Liczne utwory budowane są jako sekwencje obrazów mających na celu unaocznienie niezwykłych i skomplikowanych doznań psychicznych, przynoszą motywy marzenia sennego w nowoczesnym ujęciu, zawierają charakterystyczne zespolenie mistyki, sadyzmu i erotyzmu (cykl IN LOCO TORMENTORUM).
Szczególnie dużo nadziei wiązał Miciński z dramatami, o których inscenizacje nieskutecznie zabiegał, stając do konkursów dramaturgicznych, nieustannie poprawiając i przerabiając teksty, pertraktując z teatrami i inscenizatorami. Jego twórczość dramaturgiczna jest wyrazem tendencji ekspresjonistycznych. Od poetyki marzenia sennego (NOC RABINOWA) dochodzi do formuły teatru będącego misterium filozoficzno-społecznym. Pojmował świat w duchu koncepcji manichejskich jako cykliczną i nierozstrzygalną walkę dobra ze złem, w której Lucyfer jest aspektem bądź tragiczną emanacją Boga. Przedstawiał tę problematykę zarówno w duchu uniwersalistycznym, opowiadając się za duchowym doskonaleniem świata, jak i w duchu narodowym i społecznym. Wprowadzał wątki mesjanistyczne i panslawistyczne, posługiwał się symbolem, alegorią i groteską polityczną, mieszał sceny realne i fantastyczne, tragiczne i groteskowe (KNIAŹ PATIOMKIN), stosował technikę snu i teatralizował podświadome stany umysłu (BAZYLISSA TEOFANU, TERMOPILE POLSKIE). Wpisana w formę dramatów myśl teatralna zbliża Micińskiego do reformatorów teatru, takich jak G. Craig, zaś w Polsce Wyspiański, a później Witkacy.
Wysoce oryginalne pomysły teatralne Micińskiego zrealizowano dopiero po latach. Wydarzeniem stała się warszawska inscenizacja KNIAZIA PATIOMKINA w reżyserii Leona Schillera i z muzyką Karola Szymanowskiego (1925); wywarła ona duży wpływ na ówczesne życie teatralne, dała pretekst do licznych pochwalnych wypowiedzi krytycznych (m.in. Żeromskiego i Witkacego), podkreślających dużą wartość nowatorstwa formalnego dramatu.
Po II wojnie ważnymi wydarzeniami były prapremiery sztuk W MROKACH ZŁOTEGO PAŁACU, CZYLI BAZYLISSA TEOFANU (Poznań 1967) i TERMOPILE POLSKIE opracowane na podstawie autografu oraz rozproszonych fragmentów (Gdańsk 1970).
Powieści Micińskiego, takie jak NIETOTA (1910) czy XIĄDZ FAUST (1913), również noszą cechy nowatorstwa, zawierają cechy eksperymentu, angażują ekspresjonistyczne i symboliczne środki wyrazu. Autor wprowadza w nich syntezę historiozoficzną, posługuje się mitami, symbolami i przypowieścią. Przedstawia metafizyczny dramat człowieka, głosi konieczność wewnętrznej przemiany i hasło wolności, zarówno jednostki, jak narodu oraz świata. Powieści te zawierały także elementy katastroficzne, bliskie literaturze międzywojennej.
Micińskiego otaczała legenda, której powstawaniu sprzyjała niezwykła powierzchowność i osobowość poety, który pozował na maga i "czciciela tajemnic". Został on ośmieszony w WYZWOLENIU Wyspiańskiego, który nie darzył go sympatią (Samotnik, Maska 5), a także sportretowany przez Witkiewicza jako postać Maga Childeryka w powieści 622 UPADKI BUNGA.
Twórczość Micińskiego cieszyła się popularnością nie tylko za życia. Po I wojnie obrali go sobie za patrona ekspresjoniści skupieni wokół "Zdroju", pozytywnie o jego twórczości wypowiadali się czołowi twórcy (Witkacy napisał: "Jeden Miciński wykazuje ten rzut, raczej tygrysi skok w przyszłość nowej sztuki całego świata"). Po II wojnie Miciński cieszy się cały czas zainteresowaniem badaczy; do dziś uważany jest za jednego z najciekawszych i najoryginalniejszych twórców swojej epoki.
Autor tekstu: Bartłomiej Szleszyński; źródło: culture.pl
Autor portretu: Paweł Krukow
Charles Baudelaire - Notka Biograficzna
Baudelaire Charles Pierre (1821-1867), francuski poeta i pisarz, zaliczany do parnasistów (Villiers de l'Isle Adam), prekursor dekadentyzmu. Jako młodzieniec, wysłany przez ojczyma w podróż morską na Mauritius, Reunion i do Indii, powrócił do ojczyzny bogatszy o wrażenia, które miały wywrzeć znaczący wpływ na jego twórczość. W Paryżu nawiązał kontakt ze środowiskiem pisarskim, m.in. T. Gautierem, J. Banville'em, Ch. Sainte-Beuve'em; wieloletni romans ze statystką teatralną J. Duval znalazł odbicie w utworach poetyckich Baudelaire'a. Miłośnik malarstwa, w 1845 r. wydał pierwsze studium poświęcone tej dziedzinie sztuki Salon 1845, a w rok później Salon 1846. W tym czasie powstał też projekt tomu Lesbijki (pierwotny tytuł Kwiatów zła), poematy Niepoprawny oraz Do Indianki.
Rok 1848 przyniósł pierwsze publikacje przekładów Baudelaire'a z E.A. Poego, które w dorobku poety odegrały rolę równorzędną z jego twórczością własną. Od 1850 r. Baudelaire, obok G. Flauberta, T. Gautiera i Ch. Saint-Beuve'a, gościł na obiadach lit. wydawanych przez wielkoświatową kurtyzanę A. Sabatier, którą później uwiecznił w najśmielszym, ale i najpiękniejszym erotyku Do nazbyt wesołej. W 1855 r. Baudelaire wydał szkice o malarstwie, które weszły w skład kanonu nowoczesnej krytyki sztuk plastycznych: Metoda krytyczna, Eugčne Delacroix, Ingres. W dwa lata później ukazały się Kwiaty zła, z entuzjazmem przyjęte przez krytykę i publiczność, przez sąd uznane za przejaw obrazy moralności i obyczajów. W skład tomu weszły najważniejsze utwory poetyckie Baudelaire'a: Albatros, Balkon, Don Juan w piekle, Otchłań.
Poeta urzeczony śmiercią, zafascynowany potęgą zła i brzydotą jako dopełnieniem piękna, pokazuje rozkład materii (ropiejące rany, ciała toczone przez robaki), szokuje odważnym erotyzmem i przedstawia sugestywną wizję przedmieść Paryża - miasta-molocha. Dopełnieniem i rozwinięciem Kwiatów zła miał być, w opinii samego autora, zbiór poematów prozą Paryski spleen (1864).
Od 1858 r. Baudelaire, uzależniony od eteru i opium, coraz bardziej podupadał na zdrowiu. W czasie pobytu w Belgii uległ atakowi paraliżu; przewieziony przez matkę do Paryża, zmarł w klinice. Oprócz wymienionych utworów za życia poety ukazały się: studia o malarstwie Dzieło i życie Delacroix (1863), Malarz życia współczesnego (1863) oraz pełen akcentów osobistych dziennik Moje serce obnażone.
Długo niedoceniany, Baudelaire wpłynął na rozwój symbolizmu oraz późniejsze kierunki w literaturze. Na język polski dzieła poety tłumaczyli m.in.: M. Jastrun, S. Korab-Brzozowski, A. Lange, W. Szymborska, A. Międzyrzecki i A. Słonimski.
Tadeusz Miciński - Korsarz
Tadeusz Miciński
* * *
Mój duch łańcuchem skuty do ziemi
zwisa się w przepaść piekielnych łon,
a kiedy targnie skrzydły dźwięcznemi
głuche się echo ozwie jak dzwon.
U stropu mego gwiazda się żarzy
[serce me niegdyś kochało ją]
w przeanieleniu złotych witraży
ona się moją syciła krwią.
I znowu płynie gwiaździsta rosa
pocałunkami morderczych zórz -
oh, duszo moja, - oh, me niebiosa
rzućcie swe płomię w toń zimnych mórz.
Nie pragnę słońca - osamotniony -
z krzykiem złowieszczym upiornych snów,
bogowie mogił - jam był pojony
jak wy - ambrozją - i mlekiem lwów.
Organy grają Requiem żalu,
organy grają Centaurów zgon,
jak Damajanti płacze po Nalu,
tak burze, wichry, grady i szron -
wieczne są we mnie, jak łzy w opalu.
sobota, 21 stycznia 2012
Lars Von Trier - Element zbrodni
Lars Von Trier - Element zbrodni (Forbrydelsens Element) [1984]
Opis:
Policjant Fisher (Michael Elphick) przebywa w Kairze. U dziwacznego psy-choterapeuty wspomina czy właściwie śni swój pobyt w Europie. Po nie wyjaśnionej katastrofie Europę zalewa woda. Wszystko rozpada się, gnije. Narracja zza kadru, towarzysząca temu delirycznemu wspomnieniu, ciągle przypomina widzom, że mamy do czynienia z fikcją tworzoną przez Fishera i przez twórców filmu jednocześnie. (...) Meandry (prowadzonego przez Fishera) śledztwa w sprawie zabójstw sprzedawczyń loterii, które prowadzi w końcu donikąd, to nie tylko popis eklektycznego, jednak zadziwiająco spójnego stylu. Fisher bardzo chce obudzić się ze swego snu, w końcu wręcz błaga o to. Von Trier miał chyba podobne pragnienia. Stworzył z filmu, jak sam mówił "coś w rodzaju religii", bardzo własny sen.
Film, nr 11/1997
Trailer:
Opis:
Policjant Fisher (Michael Elphick) przebywa w Kairze. U dziwacznego psy-choterapeuty wspomina czy właściwie śni swój pobyt w Europie. Po nie wyjaśnionej katastrofie Europę zalewa woda. Wszystko rozpada się, gnije. Narracja zza kadru, towarzysząca temu delirycznemu wspomnieniu, ciągle przypomina widzom, że mamy do czynienia z fikcją tworzoną przez Fishera i przez twórców filmu jednocześnie. (...) Meandry (prowadzonego przez Fishera) śledztwa w sprawie zabójstw sprzedawczyń loterii, które prowadzi w końcu donikąd, to nie tylko popis eklektycznego, jednak zadziwiająco spójnego stylu. Fisher bardzo chce obudzić się ze swego snu, w końcu wręcz błaga o to. Von Trier miał chyba podobne pragnienia. Stworzył z filmu, jak sam mówił "coś w rodzaju religii", bardzo własny sen.
Film, nr 11/1997
Trailer:
Subskrybuj:
Posty (Atom)

